Archiwa dla styczeń, 2010

Najnowszy wpis Vogglera

Miles Archer podszedł do rogu biurka. Podczas gdy dziewczyna patrzyła na torebkę, on patrzył na nią. Przyjrzał się jej od stóp do głów śmiałym, taksującym spojrzeniem małych brązowych oczu. Potem popatrzył na Spade’a i ułożył usta jakby chcąc gwizdnąć z za­chwytu. Spade uniósł w krótkim, ostrzegawczym geście dwa palce znad poręczy krzesła i rzekł:

—    Nie powinniśmy mieć z tym żadnych trudności.
Po prostu wyśle się kogoś dziś wieczorem do hotelu,
żeby po wyjściu pana Thursby’ego szedł za nim, póki
pan Thursby nie doprowadzi go do siostry pani. Jeżeli
ona dziś przyjdzie i pani ją nakłoni do powrotu, to tym
lepiej. Jeżeli nie — jeśli nie zechce go porzucić — to
znajdziemy jakiś inny sposób załatwienia sprawy.

—   Nie ma obawy — rzekł Archer szorstkim, ponu­
rym głosem.

Panna Wonderly szybko spojrzała na Spade’a marsz­cząc brwi.

Ślepa, szara ściana budynku z drugiej strony ta­blicy wychodziła na podwórko, które tablica zasłaniała. Na ścianie migotały światła i cienie ludzi poruszają­cych się wśród świateł.

Niecodziennie jest Niedzielan – jak mawiał klasyk

Cytując za słynnym Maciejem S. nie można zapomnieć o tym kawałku:

Zakłopotanie, rozproszone stopniowo uśmiechami, ski­nieniami głowy i potakiwaniem Spade’a ponownie za­czerwieniło jej twarz. Opuściła wzrok ku torebce i ner­wowo postukiwała w nią palcami. Spade mrugnął do

.swego wspólnika.

Miles Archer podszedł do rogu biurka. Podczas gdy dziewczyna patrzyła na torebkę, on patrzył na nią. Przyjrzał się jej od stóp do głów śmiałym, taksującym spojrzeniem małych brązowych oczu. Potem popatrzył na Spade’a i ułożył usta jakby chcąc gwizdnąć z za­chwytu. Spade uniósł w krótkim, ostrzegawczym geście dwa palce znad poręczy krzesła i rzekł:

—    Nie powinniśmy mieć z tym żadnych trudności.
Po prostu wyśle się kogoś dziś wieczorem do hotelu,
żeby po wyjściu pana Thursby’ego szedł za nim, póki
pan Thursby nie doprowadzi go do siostry pani. Jeżeli
ona dziś przyjdzie i pani ją nakłoni do powrotu, to tym
lepiej. Jeżeli nie — jeśli nie zechce go porzucić — to
znajdziemy jakiś inny sposób załatwienia sprawy.

—   Nie ma obawy — rzekł Archer szorstkim, ponu­
rym głosem.

Panna Wonderly szybko spojrzała na Spade’a marsz­cząc brwi.

—  Och, ale trzeba ogromnie uważać! — jej głos trząsł
się nieco, a usta wypowiadały te słowa z nerwowym
drganiem. — Boję się śmiertelnie, że on może coś zro­
bić. Już wystarczy, że przywiózł ją, taką młodziutką,
z Nowego Jorku, żeby… Czy on… czy on może… jej coś
zrobić?

Zdziwienie – warte zapomnienia?

W tej części mam dla Was kolejny fragment – co o nim sądzicie?

W ciemnościach zabrzmiał dzwonek telefonu. Kiedy przedzwonił trzy razy, zaskrzypiały sprężyny łóżka, za-szurały palce na drewnianym blacie stolika, coś małego a ciężkiego łupnęło głucho o dywan podłogi, znowu zaskrzypiały sprężyny i męski głos powiedział:

—  Halo…  Tak,  mówi…  Martwy…?  Tak…  Piętnaście
minut. Dziękuję.

Pstryknął kontakt i biała czasza zawieszona na trzech pozłacanych łańcuchach u sufitu napełniła pokój świa­tłem. Spade, bosy, w piżamie w biało-zieloną kratkę, siadł na brzeżku łóżka. Spojrzał kwaśno na telefon się­gając po leżący obok pakiecik brązowej bibułki i wo­reczek tytoniu buli durham.

Z dwóch otwartych okien wiało chłodne, mgliste po­wietrze, przynosząc kilka razy na minutę głuche pory­kiwanie syreny przeciwmgielnej z Alcatraz. Maleńki budzik, niepewnie umieszczony na rogu Słynnych spraw kryminalnych Ameryki Duke’a, leżących stroną tytu­łową do dołu, wskazywał pięć po drugiej.

Grube palce Spade’a skręcały papierosa z niezwykłą dbałością: w podwiniętą bibułkę wsypały odmierzoną ilość tytoniu, rozłożyły go równiutko u końców, ujmu­jąc trochę w środku, kciuki podgięły dolny brzeg bi­bułki, zwinęły go aż do górnego brzegu w wałek(…)

Zapraszam do komentowania

Działamy niewyraźnie – dlaczego?

Na początek trozkę poezji dla zuchwałych

dwie kobiety i mężczyzna patrzący w stronę zaułka. Widać było twarze w oknach.

Spade przeszedł na drugą stronę chodnika między ogrodzonymi żelazną barierą wyjściami brzydkich, na­gich, betonowych schodów, oparł się rękami o wilgotną poręcz i spojrzał w dół na Stockton Street.

Z tunelu pod nim wystrzelił niby wydmuchnięty w warkoczącym pędzie samochód i znikł. Niedaleko wy­lotu tunelu, przed tablicą ogłoszeniową, która zakry­wała lukę pomiędzy dwoma magazynami i reklamowała jakiś film i gatunek benzyny, siedział w kucki czło­wiek. Głową dotykał nieomal chodnika, chcąc zajrzeć za tablicę. W tej groteskowej pozycji utrzymywała go dłoń oparta płasko o płytę chodnika i druga dłoń, za­ciśnięta na zielonej ramie tablicy. Dwóch innych lu­dzi stało niezdarnie razem u końca tablicy, zaglądając przez parocalową szparę między jej krawędzią a budyn­kiem. Ślepa, szara ściana budynku z drugiej strony ta­blicy wychodziła na podwórko, które tablica zasłaniała. Na ścianie migotały światła i cienie ludzi poruszają­cych się wśród świateł.

Spade poszedł przez Bush Street ku zaułkowi, gdzie stała grupka ludzi. Umundurowany policjant, żujący gumę pod emaliowaną tabliczką z białym napisem „Bur-ritt Street” na granatowym tle, wyciągnął rękę i za­pytał:

—   Czego pan tu szuka?

—   Jestem Samuel Spade.  Tom Polhaus zadzwonił
do mnie, żebym przyszedł.

—   No jasne. — Policjant opuścił rękę. — Nie pozna-

Szukaj
Archiwa

Przegl�dasz Blog wielotematyczny - Hesus na każdy temat archiwum dla styczeń, 2010.

Kategorie
ubrania sportowe blog moderowany