Archiwum ‘Wolne tematy’ Kategorii
Najnowszy wpis Vogglera
Miles Archer podszedł do rogu biurka. Podczas gdy dziewczyna patrzyła na torebkę, on patrzył na nią. Przyjrzał się jej od stóp do głów śmiałym, taksującym spojrzeniem małych brązowych oczu. Potem popatrzył na Spade’a i ułożył usta jakby chcąc gwizdnąć z zachwytu. Spade uniósł w krótkim, ostrzegawczym geście dwa palce znad poręczy krzesła i rzekł:
— Nie powinniśmy mieć z tym żadnych trudności.
Po prostu wyśle się kogoś dziś wieczorem do hotelu,
żeby po wyjściu pana Thursby’ego szedł za nim, póki
pan Thursby nie doprowadzi go do siostry pani. Jeżeli
ona dziś przyjdzie i pani ją nakłoni do powrotu, to tym
lepiej. Jeżeli nie — jeśli nie zechce go porzucić — to
znajdziemy jakiś inny sposób załatwienia sprawy.
— Nie ma obawy — rzekł Archer szorstkim, ponu
rym głosem.
Panna Wonderly szybko spojrzała na Spade’a marszcząc brwi.
Ślepa, szara ściana budynku z drugiej strony tablicy wychodziła na podwórko, które tablica zasłaniała. Na ścianie migotały światła i cienie ludzi poruszających się wśród świateł.
Niecodziennie jest Niedzielan – jak mawiał klasyk
Cytując za słynnym Maciejem S. nie można zapomnieć o tym kawałku:
Zakłopotanie, rozproszone stopniowo uśmiechami, skinieniami głowy i potakiwaniem Spade’a ponownie zaczerwieniło jej twarz. Opuściła wzrok ku torebce i nerwowo postukiwała w nią palcami. Spade mrugnął do
.swego wspólnika.
Miles Archer podszedł do rogu biurka. Podczas gdy dziewczyna patrzyła na torebkę, on patrzył na nią. Przyjrzał się jej od stóp do głów śmiałym, taksującym spojrzeniem małych brązowych oczu. Potem popatrzył na Spade’a i ułożył usta jakby chcąc gwizdnąć z zachwytu. Spade uniósł w krótkim, ostrzegawczym geście dwa palce znad poręczy krzesła i rzekł:
— Nie powinniśmy mieć z tym żadnych trudności.
Po prostu wyśle się kogoś dziś wieczorem do hotelu,
żeby po wyjściu pana Thursby’ego szedł za nim, póki
pan Thursby nie doprowadzi go do siostry pani. Jeżeli
ona dziś przyjdzie i pani ją nakłoni do powrotu, to tym
lepiej. Jeżeli nie — jeśli nie zechce go porzucić — to
znajdziemy jakiś inny sposób załatwienia sprawy.
— Nie ma obawy — rzekł Archer szorstkim, ponu
rym głosem.
Panna Wonderly szybko spojrzała na Spade’a marszcząc brwi.
— Och, ale trzeba ogromnie uważać! — jej głos trząsł
się nieco, a usta wypowiadały te słowa z nerwowym
drganiem. — Boję się śmiertelnie, że on może coś zro
bić. Już wystarczy, że przywiózł ją, taką młodziutką,
z Nowego Jorku, żeby… Czy on… czy on może… jej coś
zrobić?
Zdziwienie – warte zapomnienia?
W tej części mam dla Was kolejny fragment – co o nim sądzicie?
W ciemnościach zabrzmiał dzwonek telefonu. Kiedy przedzwonił trzy razy, zaskrzypiały sprężyny łóżka, za-szurały palce na drewnianym blacie stolika, coś małego a ciężkiego łupnęło głucho o dywan podłogi, znowu zaskrzypiały sprężyny i męski głos powiedział:
— Halo… Tak, mówi… Martwy…? Tak… Piętnaście
minut. Dziękuję.
Pstryknął kontakt i biała czasza zawieszona na trzech pozłacanych łańcuchach u sufitu napełniła pokój światłem. Spade, bosy, w piżamie w biało-zieloną kratkę, siadł na brzeżku łóżka. Spojrzał kwaśno na telefon sięgając po leżący obok pakiecik brązowej bibułki i woreczek tytoniu buli durham.
Z dwóch otwartych okien wiało chłodne, mgliste powietrze, przynosząc kilka razy na minutę głuche porykiwanie syreny przeciwmgielnej z Alcatraz. Maleńki budzik, niepewnie umieszczony na rogu Słynnych spraw kryminalnych Ameryki Duke’a, leżących stroną tytułową do dołu, wskazywał pięć po drugiej.
Grube palce Spade’a skręcały papierosa z niezwykłą dbałością: w podwiniętą bibułkę wsypały odmierzoną ilość tytoniu, rozłożyły go równiutko u końców, ujmując trochę w środku, kciuki podgięły dolny brzeg bibułki, zwinęły go aż do górnego brzegu w wałek(…)
Zapraszam do komentowania
Działamy niewyraźnie – dlaczego?
Na początek trozkę poezji dla zuchwałych
dwie kobiety i mężczyzna patrzący w stronę zaułka. Widać było twarze w oknach.
Spade przeszedł na drugą stronę chodnika między ogrodzonymi żelazną barierą wyjściami brzydkich, nagich, betonowych schodów, oparł się rękami o wilgotną poręcz i spojrzał w dół na Stockton Street.
Z tunelu pod nim wystrzelił niby wydmuchnięty w warkoczącym pędzie samochód i znikł. Niedaleko wylotu tunelu, przed tablicą ogłoszeniową, która zakrywała lukę pomiędzy dwoma magazynami i reklamowała jakiś film i gatunek benzyny, siedział w kucki człowiek. Głową dotykał nieomal chodnika, chcąc zajrzeć za tablicę. W tej groteskowej pozycji utrzymywała go dłoń oparta płasko o płytę chodnika i druga dłoń, zaciśnięta na zielonej ramie tablicy. Dwóch innych ludzi stało niezdarnie razem u końca tablicy, zaglądając przez parocalową szparę między jej krawędzią a budynkiem. Ślepa, szara ściana budynku z drugiej strony tablicy wychodziła na podwórko, które tablica zasłaniała. Na ścianie migotały światła i cienie ludzi poruszających się wśród świateł.
Spade poszedł przez Bush Street ku zaułkowi, gdzie stała grupka ludzi. Umundurowany policjant, żujący gumę pod emaliowaną tabliczką z białym napisem „Bur-ritt Street” na granatowym tle, wyciągnął rękę i zapytał:
— Czego pan tu szuka?
— Jestem Samuel Spade. Tom Polhaus zadzwonił
do mnie, żebym przyszedł.
— No jasne. — Policjant opuścił rękę. — Nie pozna-