Niecodziennie jest Niedzielan – jak mawiał klasyk
Cytując za słynnym Maciejem S. nie można zapomnieć o tym kawałku:
Zakłopotanie, rozproszone stopniowo uśmiechami, skinieniami głowy i potakiwaniem Spade’a ponownie zaczerwieniło jej twarz. Opuściła wzrok ku torebce i nerwowo postukiwała w nią palcami. Spade mrugnął do
.swego wspólnika.
Miles Archer podszedł do rogu biurka. Podczas gdy dziewczyna patrzyła na torebkę, on patrzył na nią. Przyjrzał się jej od stóp do głów śmiałym, taksującym spojrzeniem małych brązowych oczu. Potem popatrzył na Spade’a i ułożył usta jakby chcąc gwizdnąć z zachwytu. Spade uniósł w krótkim, ostrzegawczym geście dwa palce znad poręczy krzesła i rzekł:
— Nie powinniśmy mieć z tym żadnych trudności.
Po prostu wyśle się kogoś dziś wieczorem do hotelu,
żeby po wyjściu pana Thursby’ego szedł za nim, póki
pan Thursby nie doprowadzi go do siostry pani. Jeżeli
ona dziś przyjdzie i pani ją nakłoni do powrotu, to tym
lepiej. Jeżeli nie — jeśli nie zechce go porzucić — to
znajdziemy jakiś inny sposób załatwienia sprawy.
— Nie ma obawy — rzekł Archer szorstkim, ponu
rym głosem.
Panna Wonderly szybko spojrzała na Spade’a marszcząc brwi.
— Och, ale trzeba ogromnie uważać! — jej głos trząsł
się nieco, a usta wypowiadały te słowa z nerwowym
drganiem. — Boję się śmiertelnie, że on może coś zro
bić. Już wystarczy, że przywiózł ją, taką młodziutką,
z Nowego Jorku, żeby… Czy on… czy on może… jej coś
zrobić?