Działamy niewyraźnie – dlaczego?
Na początek trozkę poezji dla zuchwałych
dwie kobiety i mężczyzna patrzący w stronę zaułka. Widać było twarze w oknach.
Spade przeszedł na drugą stronę chodnika między ogrodzonymi żelazną barierą wyjściami brzydkich, nagich, betonowych schodów, oparł się rękami o wilgotną poręcz i spojrzał w dół na Stockton Street.
Z tunelu pod nim wystrzelił niby wydmuchnięty w warkoczącym pędzie samochód i znikł. Niedaleko wylotu tunelu, przed tablicą ogłoszeniową, która zakrywała lukę pomiędzy dwoma magazynami i reklamowała jakiś film i gatunek benzyny, siedział w kucki człowiek. Głową dotykał nieomal chodnika, chcąc zajrzeć za tablicę. W tej groteskowej pozycji utrzymywała go dłoń oparta płasko o płytę chodnika i druga dłoń, zaciśnięta na zielonej ramie tablicy. Dwóch innych ludzi stało niezdarnie razem u końca tablicy, zaglądając przez parocalową szparę między jej krawędzią a budynkiem. Ślepa, szara ściana budynku z drugiej strony tablicy wychodziła na podwórko, które tablica zasłaniała. Na ścianie migotały światła i cienie ludzi poruszających się wśród świateł.
Spade poszedł przez Bush Street ku zaułkowi, gdzie stała grupka ludzi. Umundurowany policjant, żujący gumę pod emaliowaną tabliczką z białym napisem „Bur-ritt Street” na granatowym tle, wyciągnął rękę i zapytał:
— Czego pan tu szuka?
— Jestem Samuel Spade. Tom Polhaus zadzwonił
do mnie, żebym przyszedł.
— No jasne. — Policjant opuścił rękę. — Nie pozna-